Tym razem wycieczka zaczyna się od parkingu leśnego w Klosnowie (niedaleko
wyłuszczarni nasion). Jest niedziela, więc stoi już kilka samochodów, pewnie grzybiarzy (padało ostatnio, a noce były ciepłe). Planowana trasa nie jest długa, w sam raz na niedzielę. Zaczynamy.
Kilkaset metrów od parkingu po prawej za drzewami mijamy
Łąki Józefowskie i dojeżdżamy do drewnianej bramy, która otwiera wjazd do Parku Narodowego Bory Tucholskie.
Geneza powstania Parku sięga latach pięćdziesiątych, wtedy to podjęto decyzję o utworzeniu rezerwatu przyrody. Między Drzewiczem, a Klosnowem w okresie międzywojennym i tuż po II wojnie światowej znajdowała się jedna z większych ostoi głuszcowych na Pomorzu. Jednak gatunek ten wyginął. Wjazd do parku jest płatny, ale najbliższe miejsce zakupu biletów to siedziba Parku Narodowego Bory Tucholskie w Charzykowach (siedziba mieści się w
Charzykowych - ok. 10 km od wjazdu :)) oraz leśniczówka w Bachorzu, Drzewiczu i Dębowej Górze.
Bezpłatny wstęp dotyczy mieszkańców gminy Brusy Chojnice, dzieci w wieku do 7 lat, osób, które posiadają zezwolenie Dyrektora Parku na prowadzenie badań w zakresie ochrony przyrody oraz uczniów szkół i studentów odbywających zajęcia dydaktyczne w Parku (w zakresie uzgodnionym z Dyrektorem Parku).
Droga jest łatwa i przyjemna, bo nie piaszczysta, jeśli głęboko szukać niedogodności to... czarny żwirek przykleja się do nóg ;). Teren jest płaski, a ruch na drodze bardzo mały - nawet w sezonie spotyka się tu mało rowerzystów. Kilka kilometrów od parkingu w Klosnowie odbijamy lekko od głównej drogi. Widać, że natura jest tutaj najważniejsza, bo powalone od roku drzewo leży nadal w tym samym miejscu...... niewzruszone.

Przenosimy rower i zbliżamy się do jeziora
lobeliowego. Na brzegu widzimy lekko zanurzony w wodzie, charakterystyczny pomost widokowy nad jeziorem
Wielke Gacno.


Miejsce to jest ściśle chronione i nie ma tutaj plaży. Jedynie z pomostu możemy podziwiać naturalne widoki. Otoczenie i roślinność są jednak tak zachwycające, że wystarczy siedzieć na pomoście, wdychać powietrze i po prostu patrzeć.
kładka Po chwili wypoczynku wracamy na główną drogę i ruszamy dalej w stronę Drzewicza. Po niecałych 2 km zatrzymujemy się ponownie, tym razem nad strumieniem, który łączy jezioro Płęsno z jeziorem Główka. Zawsze widujemy tu ławicę ryb podczas jedzenia.
most 
Miejsce postoju
Za strumieniem znowu zbaczamy z drogi kierując się na prawo w leśną drogę. Około 1 kilometr dalej dojeżdżamy do magicznego miejsca z piaszczystymi wąwozami, przez które przepływa strumyczek, łączący jezioro Bełczak z jeziorem Jeleń.

uwiecznianie miejsca :) 


Znowu wracamy na szlak w pięknym miejscu
pętli Lipnickiego (stare torfowisko). Przez całą pętlę przebiega drewniana kładka, z której można podziwiać torfowiska, nie niszcząc jednocześnie rzadkiej roślinności. Chwila westchnienia i jedziemy dalej.

Do Drzewicza docieramy po ok. 5 kilometrach, gdzie rezerwat "
Struga Siedmiu Jezior" zamyka drewniana bramka - podobna do tej przy wjeździe. W Drzewiczu nad jeziorem Łąckim robimy sobie oczekiwaną przerwę na kanapki i kawę oraz podziwiamy widoki.
jezioro Łąckie Ruszamy w stronę Swornegaci. W Swornegaciach skręcamy na Psią Górę,


Zbliżamy się do Owinka, który sąsiaduje zarówno z Parkiem Narodowym jak i obszarem
Natura 2000. Po drodze mijamy grupę zmotoryzowanych turystów, którzy rozbili obóz naprzeciwko jeziora Karsińskiego.


Jadąc dalej drogą wzdłóż jez. Karsińskiego (po prawej) dojeżdżamy do kolejnej bramy otwierającej Park Narodowy.

Tam zbaczamy z trasy aby dotrzeć do łąki na wzgórzu. Raczymy się widokiem z góry na Owink, Psią Górę i Jezioro Karsińskie. Cudownie !
widok z górkiWracamy na trasę zazwyczaj bardzo piaszczystą, ale ostatnio padało i nie trzeba prowadzić roweru :)
Po około 2-3 km leśnej drogi docieramy do strumienia łączącego jez.Płęsno z jez. Skrzynka, przy którym rośnie zabytkowy 600-letni dąb "Bartuś".
drewniany most koło pomnika przyrody "Bartuś"Opuszczamy Bartusia i ruszamy wzdłuż jez. Płęsno, żeby po około 2 km znaleźć się na drodze Klosnowo-Drzewicz, na wysokości pętli Lipnickiego. Skręcamy w prawo i kierujemy się do miejsca, z którego wyruszyliśmy. To już tylko 4 km szutrowej, prostej nawierzchni.
Do końca dnia zostało sporo czasu. Zdążymy jeszcze na niedzielną kawę i wuzetkę :)